Pages Navigation Menu

Spacerkiem na Walca

Spacerkiem na Walca

Nie ma już dziś w Grodzisku Maz. zbyt wielu miejsc, które zachowały swoją pierwotną nazwę. Zniknęły dzielnice: Romanówek, Jordanowice, Laski, Poświętne, niewielu już kojarzy kąpieliska na Kniazia, u Lipnera czy glinianki. Na szczęście wciąż istnieją Stawy Walczewskich, nazywane tak od nazwiska ich właścicieli.

Na przełomie XIX i XX  w. Walczewscy nabyli  fragment majątku Jordanowice wraz ze stawem, który służył dawniej jako kąpielisko dla mieszkańców dworu i letników przybywających koleją. Pamiątką z tego okresu były usytuowane przy brzegu „łazienki” – drewniane pawilony służące damom za domki kąpielowe. Walczewscy jako właściciele gospodarstwa o cechach rekreacyjnych udostępniali staw mieszkańcom Grodziska, dbając o czystość wody i otoczenia, prowadząc hodowlę ryb i wypożyczalnię sprzętu wodnego. Gościom oferowano możliwość wypożyczenia łódki i wędek, wzięcia udziału w zabawie tanecznej „na dechach”, skorzystania z huśtawek i karuzeli lub odbycia spaceru na groblach w cieniu starych drzew. Kąpiel w stawach rybnych była wzbroniona. Rozrywki zastrzeżone dla młodzieży i dorosłych ze względu na bliskość głębokiej wody, ciężkich drewnianych huśtawek i betonowego upustu, w niewielkim stopniu angażowały dzieci, które pod opieką rodziców mogły brodzić w nurcie zasilającej staw rzeki – wąskiej i płytkiej w tym miejscu Rokicianki oraz bawić się na jej trawiastym brzegu.

Zgodnie z przekazami ustnymi, w okresie I wojny światowej w pobliżu pierwotnego akwenu powstał drugi staw, wykopany przez jeńców rosyjskich wziętych do niewoli przez wojsko niemieckie i osadzonych w prowizorycznym obozie. Aż do czasów powojennych i śmierci ostatniego właściciela Andrzeja Walczewskiego (zm. 1948), działacza PPS i prezesa grodziskiej OSP, w okresie okupacji członka AK, stawy cieszyły się niesłabnącą popularnością wśród grodziszczan, przyciągając amatorów wędkowania, rejsów łodzią, pikników, gier sportowych, tańców i wypoczynku na łonie przyrody.

Szczególnie w okresie letnim stawy tętniły życiem – dokonywano wówczas obrzędu święcenia łódek, inicjując sezon „żeglarski” i uruchamiano „dechy” szczególnie lubiane przez młodzież. Szerokim echem odbijały się w Grodzisku wypadki z udziałem niedoświadczonych użytkowników sprzętu wodnego. Do dziś wspominany jest na poły legendarny przypadek utonięcia kilku (w jednej z wersji 10) Żydów, którzy z powodu przeciążenia łódki wpadli do wody. Stawy Walczewskich w okresie międzywojennym wymieniane były w gronie największych atrakcji Grodziska, o czym świadczy fotografia reklamowa wykonana w 1912 r. na zlecenie Polskiej Księgarni.

„Zimą na stawie dzieją się równie ciekawe rzeczy – pisze Krystyna Poraj w książce Grodzisk Mazowiecki jakim go pamiętam – na zamarzniętej tafli pojawiają się robotnicy ze spiczasto zaostrzonymi żelaznymi drągami. Kują nimi grubą lodową szybę, aż ją pokruszą na spore płyty. Z pomocą bosaka zakończonego hakiem ciągną następnie kawały lodu na brzeg, a później ładują na wóz lub sanie. Lód powędruje do specjalnych piwnic i składów, gdzie zabezpieczony przed topnieniem izolacją ze słomianej sieczki i mat przetrwa cały okres letni. (…) Tylko najodważniejsi próbują jeździć na łyżwach po stawie Walczewskich. Lód w miejscach, gdzie wyrąbano część tafli, bywa cienki i niepewny, a przy samym upuście, gdzie ruch wody trwa i zimą, jest porowaty i kruchy.”

tekst Łukasz Nowacki, fot. ze zbiorów Willi Radogoszcz

źródła: wywiad z Andrzejem Jakubowskim, Krystyna Poraj „Grodzisk Mazowiecki jakim go pamiętam 1925-1933” (Primum 2000).