Pages Navigation Menu

Niepamięć

Niepamięć

Jeszcze nigdy willa Radogoszcz nie była świadkiem tak gorącej dyskusji. Dodajmy – dyskusji, w której nie brakowało ani kłębiących się emocji, ani prezentacji biegunowo różnych poglądów, ani naukowych sądów sąsiadujących z osobistymi wyznaniami. A wszystko to za sprawą projekcji filmu „Niepamięć” w reżyserii Piotra Brożka, czyli pierwszego polskiego dokumentu ilustrującego współczesne zmaganie z tematem pańszczyny, powstałego z inspiracji członków Stowarzyszenia Folkowisko, która odbyła się 20 lutego w ramach Splotów. Niewinny z pozoru pokaz filmu okazał się dzięki publiczności, która wypełniła salę do ostatniego miejsca, i gościom ze stowarzyszenia wydarzeniem animacyjnym o wielkiej sile rażenia.

Film pokazuje problem pamięci o pańszczyźnie z perspektywy dwójki bohaterów: Magdaleny – pochodzącej ze wsi i Franciszka – z pochodzenia arystokraty, z zawodu artysty malarza. Ta dwójka odbywa wspólnie refleksyjno-emocjonalną podróż na lubelską i podkarpacką wieś, gdzie w zmierzeniu się z własną przeszłością pomagają im spotkania z innymi uczestnikami popańszczyźnianego dramatu. Czy potomkini ciemiężonych chłopów pańszczyźnianych i potomek arystokratycznych elit nawiążą nić porozumienia? Czy pojednanie między nimi jest możliwe? Co oznacza pańszczyzna dzisiaj, gdy słowo „wiocha” jest, nie ukrywajmy, synonimem wulgarności i złego gustu, a „wieśniak” stygmatyzuje jak dawniej.

Pańszczyzna, czyli niewolniczy w istocie wyzysk chłopów, akceptowany przez szlachtę stanowiącej ok. 10 % polskiego społeczeństwa i utrzymywany za wszelką cenę jako fundament stosunków społecznych, baza gospodarki opartej na zależności feudalnej i odwieczny status quo, wciąż – mimo upływu blisko 200 lat od zniesienia tego obowiązku (notabene wolą zaborców) – stanowi palący i wciąż dyskutowany problem. Jak to możliwe, że nie mówi się o tym na lekcjach historii, ba, nie wspominają o tym podręczniki i opracowania dotyczące dziejów Polski. Kto wie, że chłop w dawnej Rzeczypospolitej kosztował 200-300 złotych, czyli był kilkakrotnie cenniejszy niż wół, a miarę dobrobytu wsi należących do stanu szlacheckiego była liczba głów, którymi można było dowolnie handlować, dawać pod zastaw, wymieniać, albo po prostu uśmiercać, o ile istniały ku temu nawet wątpliwe przesłanki. Gdy w XVI w. cała Europa przechodziła ewolucję, przechodząc na system pracy na ziemi opartej na czynszu, w Polsce kwitło niewolnictwo, zatrzymane w XIX w. i poprzedzone buntami chłopstwa. – Nie mówimy o tym, bo na nieszczęście chłopi w Polsce nie byli czarni – mówił jeden z uczestników dyskusji.

Do zabrania głosu nie trzeba było także namawiać pozostałych, którzy w ferworze dyskusji podawali do rozstrzygnięcia ciekawe argumenty. Wciąż nie radzimy sobie ze spuścizną po dawnych stosunkach na linii panowie – chłopi, która wyraża się w nierównych szansach na życiowy start i rozwój. Niewątpliwie młodzi ludzie ze wsi muszą pokonać więcej barier i trudności, wliczając w to własne kompleksy, podczas gdy ci z miasta, potomkowie inteligencji otrzymują w spadku dostęp do dóbr kultury, szkół i zawodowych nisz. Ale zaraz, zaraz – o jakiej niesprawiedliwości mówimy? Przecież po 1945 r. inteligencja rekrutowała się z osób pochodzenia chłopskiego i robotniczego. Może więc społeczne różnice są wynikiem napięć pomiedzy tymi, którzy mają, a tymi, którzy aspirują – „słoikami” czy „wieśniakami”. Czy to przypadek, że w środowisku miejskim słowo „wiocha” równa się „obciach”, a nawet najlepszy strój włożony przez przedstawiciela wsi zostanie odebrany jako dowód braku gustu?

Czy istnieje coś takiego, jak nobilitowana przez instytucje państwowe sztuka chłopska? Dlaczego choćby w Muzeum Narodowym nie ma działu sztuki ludowej, a jej kolekcjonowaniem zajmują się społecznicy? Czy kulturę polską tworzą wszyscy z wyjątkiem chłopów, a wieś kojarzyć się musi z muzyką „disco polo”? A co z modą na wiejskie potańcówki, muzykę korzeni i terminowanie u wiejskich rzemieślników? Może to tylko wymysły ludzi z miasta, którzy wybierają tylko to, co im się podoba, i wykorzystują to do własnych celów. Dlaczego tak się dzieje, skoro to właśnie kultura tworzona na wsi (oparta na wzajemnej inspiracji szlachty i chłopstwa), a nie w mieście decydowała przez wieki o kształcie rodzimej kultury. Czego się wstydzimy i co chcemy ukryć pod płaszczykiem poprawności? A może odpowiedź jest inna: wieś folwarczna nie dała i nie mogła dać żadnych wytworów kultury, bo ani szlachta, ani chłopstwo nie parało się sztuką? Jednym nie wypadało, drudzy nie mogli tego robić. Pozostawała więc klasa mieszczańska i jej gusty, inspirowane i dyktowane modą z zagranicy. Z drugiej strony: czemu winni są potomkowie dawnej szlachty zajmujący się lekką pracą lub czerpiący profity z dorobku poprzednich pokoleń. A co z innowacyjnością? Przecież w granicach zaścianka zmiana była wielce niepożądana, a o utrzymanie odwiecznego porządku dbał Kościół katolicki, sam utrzymujący się z pracy folwarcznej i będący beneficjentem pańszczyzny. Ten ostatni wniosek został sformułowany przez osoby, które porównywały Polskę i Skandynawię, notabene także „wiejską” z ducha, gdzie dzięki wpływom myśli protestanckiej udało się ów impas pokonać. Ostatnim, ale ważnym akcentem rozmowy, odwołującej się także do bohaterów filmu i wypowiedzianych z ekranu kwestii, w których pobrzmiewały dawne relacje („to był dobry pan, rżnijcie go powoli”, mówi w ramach anegdoty ojciec Magdy), były opinie odwołujące się do historii Polski, uwłaszczenia, polityki zaborczej oraz sytuacji po 1945 r.

Wnioski blisko dwugodzinnej dyskusji nie były pocieszające: wciąż nie potrafimy poradzić sobie z traumą pańszczyzny, co widać w stosunkach pracownik-przełożony, lekarz-pacjent, miejscowy-przybysz, wypisz-wymaluj stanowiących odzwierciedlenie i dziedzictwo dawnych zależności. Na razie mamy do czynienia z bólem i poczuciem krzywdy oraz narastającą świadomością tego, czym byla pańszczyna i w jaki sposób degenruje ona dzisiejsze relacje społeczne. Co dalej? Trudno powiedzieć, być może nadal jedyną możliwą odpowiedzią jest rozmowa wywołana filmem „Niepamięć” prowadzona w wielu miejscowościach w Polsce i wzniecająca skrajne emocje.

W dyskusji udział wzięli członkowie Stowarzyszenia Folkowisko: Olga Rodak, Karolina Jacak, Tomasz Augustyniak odpowiedzialni za powstanie i promocję filmu w reż. Piotra Brożka.