Pages Navigation Menu

Trubadurki – opowieść o kobiecie wszystkich czasów

Trubadurki – opowieść o kobiecie wszystkich czasów

Istna małmazyja, wszelako piernym sosem podlana. Było i słodko, i pikantnie, jednym słowem – smacznie. Koncert Trubadurek rozpalił licznie zgromadzoną publiczność, oferując poza lirycznymi pieśniami filuterne przyśpiewki, a do melancholijnych ballad wplatając ogniste nuty wygrywane na suce. W koncercie opisującym pięćdziesiąt odcieni kobiecej duszy, odbywającym się – a jakże – w Dniu Kobiet opatrzonym tytułem „Jasne oblicze kobiety powłócznej, czyli opowieść o kobiecie wszystkich czasów” wystąpiły: Katarzyna Jackowska (śpiew, saz, daf, riq, baraban, akordeon), Iwona Sojka (skrzypce, kemancze, kankle) oraz Barbara Wilińska (śpiew, saz, tambura, lira korbowa, kankle, daf, suka biłgorajska).

Trubadurki, wielkie damy, wędrowne śpiewaczki, mniszki, karczmarki i gęsiareczki…
Narzeczone, matki, kochanki…

Koncert jest opowieścią o kobiecie – tej dawnej i tej zupełnie dzisiejszej,
kobiecie, która wędruje, szuka.
Która żyje – ze wszystkimi tego konsekwencjami.

„Kobieta powłóczna” w dawnej Polsce pierwotnie oznaczała kobietę, która (zazwyczaj zostawszy sama na świecie), musiała udać się w drogę w poszukiwaniu zarobku i dachu nad głową. Utarło się, że określenie to oznacza po prostu wędrowne ladacznice. A my przyglądamy się kobiecie powłócznej i … Widzimy kobietę wędrującą – z armią krzyżowców u boku męża, kupiecką furmanką, pieszo od sioła do sioła, duchem wreszcie – marzeniem za ukochanym, poprzez opowieści, księgi z klasztornych bibliotek i pieśni. Podróżującą przez świat, przez epoki i przez życie. I ta jej powłóczność nam się podoba i jest nam bliska. Oczywiście. Bo w marzeniach, uczuciach, wyborach, koniecznościach i zmaganiach wielu różnych bohaterek znajdujemy to, co jest niezmienne – niezależnie od epoki i strony świata. Nas same.

Pochodzące z Cantigas de Santa Maria pieśni o cudach, które uczyniła Maria Panna, ale też opowieść pewnej włoskiej mniszki o tym, jak zrzuca i pali swój habit, bo chce żyć i kochać… Pieśni arystokratek, tęskniących za ukochanymi, którzy popłynęli za morze szukać chwały w walce… Transylwańskie archaiczne klątwy przeplatamy z poezją Achmatowej, tradycyjne kołysanki z Turcji, Ukrainy i polski – z lamentami z trzynastowiecznego Laudario di Cortona.

Na koncert składają się pieśni średniowieczne i tradycyjne pochodzące m.in. z Galicji, Anglii, Polski, Italii, Transylwanii, Bizancjum i Anatolii, z towarzyszeniem sazu, suki biłgorajskiej, kemancze, bębnów etnicznych, kankli, liry korbowej i innych instrumentów…