Pages Navigation Menu

Cwaniak

Cwaniak

Niemy film „Cwaniak” (Szkurnik) w reż. Mikołaja Szpikowskiego, uważany słusznie za pierwszy ukraiński obraz w dziejach kinematografii, bez przesady może być określany mianem „białego kruka”. Zdjęty z ekranów kin zaraz po premierze w 1929 r. całe dekady przeleżał na półkach archiwów. Odnaleziony po latach i odświeżony zyskał oryginalną ścieżkę muzyczną autorstwa Marcina Pukaluka. Pokazywany w Polsce i zagranicą zaledwie kilka razy, znany jedynie w wąskich kręgach koneserów X Muzy, 20 września został wyświetlony w Radogoszczy, a niemym kadrom towarzyszyła transowa, pełna orientalnych akcentów muzyka wykonywana na żywo przez kompozytora.

Choć od powstania filmu minęło ponad 80 lat, nie utracił on nic ze swej świeżości i przewrotnej wymowy. Osadzony w realiach wojny domowej toczonej na Ukrainie ukazuje los Apollona Szmygujewa, przeciętnego obywatela, który w trudnych warunkach totalnego chaosu i bezładu próbuje nie tylko przetrwać, ale także (a może przede wszystkim) dorobić się. Ten urodzony szachraj i samolub (oryginalny tytuł filmu należy tłumaczyć w ten sposób), widzący wszędzie tylko i wyłącznie własną korzyść, jak przystało na rasowego oportunistę i lawiranta wykorzystuje zmieniającą się wciąż koniunkturę do prowadzenia szemranych interesów. Jako człek pozbawiony skrupułów, choć wyposażony w naturalny spryt, przystaje to do „białych”, to do „czerwonych” – wykpiwając zarówno jednych, jak i drugich, wspiera anarchistów, brata się z kozakami, flirtuje z urzędnikami, wkrada się w łaski wojskowych, hołubi chłopów, przypochlebia się mnichom. Obserwując odyseję Apollona, który przemierza Ukrainę na zdobycznym wielbłądzie, widzimy kraj wyniszczony wojną, pełen wypalonych wsi, brudnych, zatłoczonych dworców i bezkresnych pól, bujnie porośniętych żytem, na których żniwiarze muszą ustąpić miejsca walczącym żołnierzom, ścielącym się pokotem wśród łanów. Rozdarta pomiędzy walczące frakcje, pogrążona w bratobójczych walkach Ukraina staje się przestrzenią, w której króluje kradzież i bezprawie, a jedynym prawem jest prawo silniejszego. Nic dziwnego, że pełno tu oszustów, złodziei, bimbrowników i spekulantów, dla których stworzono w ten sposób idealne warunki „pracy”. Perypetie Apollona zaopatrzone w iście chaplinowskie gagi, ukazujące człowieka wtłoczonego w tryby historii i bezwolnego wobec jej wyroków niczym w „Generale” Bustera Keatona, posiadają rys satyryczny i tragiczny zarazem. Obnażając niedostatki (a w istocie kłamstwa, lichą propagandę i prymitywizm) bolszewików, kpiąc z haseł i idei rewolucyjnych przykrywających wyzysk prostego człowieka i zbrodniczą pogardę dla słabszego, „Cwaniak” wyśmiewa jednocześnie fałszywą szlachetność „białych”, rozdając po równo ciosy. Dostaje się tu niemal wszystkim – żołdakom, komisarzom i ideologom partii, carskim oficerom, klerowi i urzędnikom (osobną zaletą filmu jest kapitalny portret wymienionych typów), ostrze zjadliwej kpiny nie dotyka jedynie ludzi, którzy chcą w spokoju pracować, zbierać plony i mleć ziarno na chleb. Ostatnia, piękna w swej metaforycznej prostocie i szczerości scena ukazująca pracujących w pocie czoła, w kieracie codzienności robotników, wobec wysiłku których milkną i opadają w zawstydzeniu lufy armat, przynosi ton dramatyczny. Wiemy bowiem, podobnie jak reżyser, że ten obraz to tylko pobożne życzenie, pokorna modlitwa o pokój, która nie została wysłuchana. W finale filmu Apollon deklaruje się jako „człowiek neutralny”, z animuszem i zaangażowaniem służący każdemu systemowi, który może przynieść mu korzyści – wywindować w hierarchii społecznej lub wzbogacić. Więcej od  niego rozumie wielbłąd, drugi (lecz równie ważny) bohater opowieści – zwierzę, które było niemym świadkiem wybryków samolubnego niecnoty i karierowicza, pozostającego jako żywo prawzorem młodszego o pokolenie obywatela Piszczyka z filmu Andrzeja Munka, pozostaje wśród mieszkańców sioła i daje zaprząc się do kieratu, wykorzystując teraz swe siły w sposób „altruistyczny”, ku pożytkowi innych. Szmygujew zaś, w otoczeniu podobnych mu awanturników rusza dalej, z wdziękiem wdziewając kolejne kostiumy, które pozwolą mu dostosować się do płynnej rzeczywistości.

Dynamiczny, witalny film, z wigorem wykorzystujący schematy kina drogi został „podkręcony” równie żywiołową muzyką Marcina Pukaluka, w której na równi z wpadającymi w ucho tematami ilustrującymi poszczególne sceny pobrzmiewają rytmy elektroniczne i dyskotekowe bity sprzęgnięte z melodiami ludowymi i egzotycznymi dźwiękami Orientu (inspiracją okazał się wielbłąd). Nagrodzony po seansie burzliwymi oklaskami kompozytor, a jednocześnie odkrywca „Szkurnika” i jego promotor w Polsce, został wciągnięty w dyskusję, w której podkreślano i odwagę twórców filmu kręconego przecież w warunkach państwa socjalistycznego z nakręcającym się aparatem terroru, i adekwatność wykorzystanych przez autora środków filmowych, i przestrzenność muzyki Marcina, który został słusznie posądzony o to, że przełamuje tradycje dawnych taperów. W Polsce „Cwaniak” z muzyką Marcina Pukaluka pokazywany był zaledwie kilka razy, wcześniej goszcząc na Ukrainie. W sobotę 20 września do elitarnego grona widzów „Szkurnika” dołączyli goście Radogoszczy.